Członkowie Oddziału

Rzeszów

Preambuła statutu ZLP


Związek Literatów Polskich jest zawodową organizacją pisarzy. Jego członkowie, w swojej twórczości i działalności, nawiązują do humanitarnych tradycji myśli ogólnoludzkiej, które w kulturze polskiej zawsze były zespolone z troską o dobro kraju i narodu. Kontynuacja tych tradycji oraz wszechstronny rozwój współczesnej literatury polskiej stanowią przedmiot starań i pracy wszystkich członków i władz Związku Literatów Polskich.



Związek Literatów Polskich

Menu

JANINA ATAMAN-GĄSIEWICZ



Janina Ataman-Gąsiewicz

Urodziła się 9 czerwca 1941 roku w Krośnie. Z wykształcenia plastyk i instruktor teatralny. Debiutowała w audycji poetyckiej «Radia Poznań» w 1960 roku. Laureatka wielu cennych nagród: «Laur Sęka», «Wrzeciono», «Lampa Łukasiewicza», «Złote Pióro» oraz najbardziej prestiżowych: Nagrody Literackiej Marszałka Województwa Podkarpackiego za całokształt pracy twórczej — 2007 rok i Nagrody Prezydenta Miasta Rzeszowa za całokształt pracy twórczej i kulturalnej — 2008 rok.

Jej poezja była tłumaczona na język słowacki i ukraiński:
 «Dotyky», «Tygodnik Literacki», «Non Poetry» — Słowacja;
 «Dziennik Kijowski», «Literacka Ukraina», «Krynica» — Kijów, Ukraina.

Jest współzałożycielką Klubu Literackiego «Pod Drabiną» WDK Rzeszów. W Oddziale Rzeszowskim ZLP pełniła funkcję sekretarza zarządu, skarbnika, a obecnie jest przewodniczącym Sądu Koleżeńskiego.


Jest autorką następujących tomików poetyckich:


» Zwodzony most, Rzeszów 1989, ss. 62
» Odcienie szarości, Rzeszów 2004, ss. 60
» Rozmowy z mistrzem, Poznań 2005
» Jesteśmy igraszką, Rzeszów 2007, ss. 48
» Czysta kartka, Rzeszów 2013, ss. 72


W przygotowaniu kolejny tomik poezji «Pieszo».


W świecie poezji

Janina Ataman-Gąsiewicz

XXX

nasza miłość
nie wstydzi się
zmarszczek
ani siwych włosów

jest pozbawiona
jadu zazdrości

nie zasypia po nocach
i chodzi na palcach
po skrzypiącej podłodze

ma troskę w oczach
i wsłuchuje się w oddech

nasza miłość
nie pierwsza
nie jedyna


ZAPAŁKA

wyszła z lasu
i do lasu wróciła
kto wie czy żeby
się zemścić
czy zjednoczyć z nim
na nowo

szkoda tylko że
nie jest w stanie
podpalić ludzkich serc


XXX

wolałeś milczenie
od słów
nauczyłam się milczeć

wolałeś muzykę
od ciszy
nauczyłam się słuchać

dla ciebie polubiłam
nawet zbędne przedmioty

odkąd cię nie ma
milczę
słucham
niczego mi nie potrzeba

odkąd cię nie ma
jesteś we mnie
najczulszą struną


„Z OPOWIEŚCI DZIADKA NITKI”

była warta
bochenek chleba
potem już tylko pół
wreszcie kromkę
któregoś dnia
była bez wartości

sztabka złota
walająca się
pod pryczą w łagrze
na Syberii


XXX

zadomowiła się
wymościła sobie
miejsce we mnie

z czasem
drewniana kukułka
zamilkła

tylko psy jeszcze
szczekają na
umówiony sygnał

wdziera się
w każdy zakamarek
liże myśli
kąsa duszę

podobno
można się do niej
przyzwyczaić

podobno nawet
rozsmakować
jak twierdzą
niewtajemniczeni

a imię jej
samotność


XXX

przede mną
za mną
we mnie
jesteś

w drzewo
za oknem
nie wierzę
wiem
że tam jest

wiara moja
gór nie przenosi
nie wkładam ręki
w przebity bok

nie wątpię
nie wierzę

o tym że jesteś wiem


XXX

tam dokąd zmierzamy
ani płaszcza
ani torby

i bogacz przejdzie
z pustymi rękami

Herod miecz
Anioł skrzydła
w garderobie zostawi

przejdziemy wszyscy
nadzy
i milczący


HOMO

osiemdziesiąt procent
wody

kruche naczynie
z cenną podobno
zawartością

oscyluje między
dobrem a złem

ani zimny
ani gorący

jedyny polujący
na siebie gatunek

myśli o sobie
z dumą


MODLITWA DZIĘKCZYNNA

dziękuję Ci Panie
żeś nasłał na mnie złodzieja
brzemię mojej codzienności lżejsze
i łatwiej mi będzie
przejść przez ucho igielne

nie przesiewam piasku
w poszukiwaniu złota
w złocie czai się zło

w otwartych dłoniach
ważę uczynki z nadzieją
na prawdziwy skarb


MOJA PRZYJACIÓŁKA

już mnie
nie czekają
dalekie wojaże

przed zaśnięciem
nie barany liczę
lecz miejsca
w których mnie
nie było

to nie przysłowiowa
kula

to towarzyszka
od niepogody
co szlak mi wytycza
na przełaj

i jak pies wierna
waruje u nogi


WIGILIA

wystarczy tylko
przymknąć oczy
a już dzieciństwo
natrętnie wraca

i tamta wigilia
matka i ja
i puste miejsce
dla ojca

i rozpacz
pomnożona

matka krucha
jak opłatek
za próg wychodzi
dłonią oczy przysłania

to na niebo
spogląda
to na drogę


 

Związek Literatów Polskich