Członkowie Oddziału

Rzeszów

Preambuła statutu ZLP


Związek Literatów Polskich jest zawodową organizacją pisarzy. Jego członkowie, w swojej twórczości i działalności, nawiązują do humanitarnych tradycji myśli ogólnoludzkiej, które w kulturze polskiej zawsze były zespolone z troską o dobro kraju i narodu. Kontynuacja tych tradycji oraz wszechstronny rozwój współczesnej literatury polskiej stanowią przedmiot starań i pracy wszystkich członków i władz Związku Literatów Polskich.



Związek Literatów Polskich

Menu

ZDZISŁAWA GÓRSKA



Zdzisława Górska

Zdzisława Górska, urodziła się i mieszka w Strzyżowie. Jest laureatką wielu lokalnych i ogólnopolskich konkursów poezji. Jej debiutancki tomik poezji pt. «Wieczne źródło» ukazał się w 1996 roku. Do dzisiaj wydała już sześć tomików poezji: «Przesiewanie czasu» (1999), «Po rajskim jabłku ziemi idę» (2002), «Atlantycka huśtawka» (2006), «Ojcu św. Janowi Pawłowi II w darze» (2007) oraz najnowszy pt. «Warto być». Jej wiersze opublikowano też w almanachu poezji pt. «Wspólna obecność» wydanym przez Oddział ZLP w Rzeszowie w 2002 r. Również okres 6 lat zamieszkania w Stanach Zjednoczonych przyniósł wiele publikacji w wydawnictwach i prasie polonijnej. Jej utwory znalazły się w antologiach: «Poezja emigrantów» (Fundacja Tadeusza Ungiera w Chicago), «Cały Twój Maryjo» (Polish American Poets Academy na 25-lecie Pontyfikatu Jana Pawła II) oraz w tomikach pokonkursowych i «Nowym Dzienniku» w Nowym Jorku.

Od 2002 roku jest członkiem Oddziału Związku Literatów Polskich w Rzeszowie, a także Polish American Poets Academy w Wellington N.J. oraz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych im. Władysława Gduli w Strzyżowie. Oprócz poezji Zdzisława Górska zajmuje się także malarstwem, jej prace były prezentowane w wystawach indywidualnych i zbiorowych. W 2002 roku została wyróżniona przez Ministra Kultury odznaką «Zasłużony Działacz Kultury» oraz przez Burmistrza Strzyżowa tytułem «Zasłużony dla miasta i gminy Strzyżów». Natomiast w 2005 roku otrzymała nagrodę Zarządu Powiatu w Strzyżowie za wybitne osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury.

Za poetycki tomik «Atlantycka huśtawka» została wyróżniona honorową nagrodą ZLP O/Rzeszów «Złote Pióro» za 2006 rok. W 2009 r. otrzymała honorową nagrodę miasta Strzyżowa — Statuetkę Świętego Michała za osiągnięcia literackie w dziedzinie Nauka i Oświata. W 2010 r. wydała własnym sumptem książkę prozatorską «Przylądki mojej nadziei» (Krosno — Strzyżów, Wydawnictwo Ruthenus), za którą otrzymała nagrodę ZLP O/Rzeszów «Złote Pióro» za 2010 rok. W 2012 r. ukazały się kolejne tomiki «Odlatuje czas» i «Wyprzedaż złudzeń», a w 2014 r. «Ponad czasem. Święty Jan Paweł II».

Publikacje w prasie: «Niedziela», «Gazeta Kulturalna» (Zelów), «Nasz Dom Rzeszów», «Kurier Błażowski», «Nadwisłocze», «Znad Popradu», małopolski «Głosiciel», nowojorski «Nowy Dziennik».



Kontakt elektroniczny

zggorska@op.pl



W świecie poezji

Zdzisława Górska

Kanonizacja — 27. 04. 2014

Świętemu Janowi Pawłowi II

Czas nadszedł większy od innych,
jak biel opłatka w komunii świętej
nad taflą spokojnej wody
z rozlaną oliwą prawdy
W służbie Bogu i zatroskaniu
o innych, w cierpieniu i zawierzeniu

Order cnót nadany z Bożej woli —
dla nadziei świata i Polaków

13. 02. 2014



Z wysokości

Błogosławionemu Janowi Pawłowi II

Jak nas widzisz Ojcze Święty
z niepojętej wysokości
Skąd Tatry możesz dotknąć ręką,
Dolomity pogładzić wzrokiem

Jak nas widzisz wśród zieleni
soczystej
w płatkach dzikiej róży, maków
i kwitnącego przepychem bieli
czarnego bzu

Jak nas widzisz szukających pracy,
w rodzinach, na szybkich drogach,
zapalających znicze…

Uczymy się opornie alfabetu
miłości
Nadal dukamy osobne sylaby
zmieniające sens
Dotąd nie ułożyliśmy pełnych
zdań pojednania
Prawdę przydeptano boleśnie
nie może powstać o własnych siłach
Politycy krzyczą
Czas ucieka

Ty, Ojcze Święty nie chcesz tylu
spiżowych pomników
Wystarczy pomnik prawdy i zgody

18. 06. 2011



Lot

Umieranie to jak lot samolotem
na niezmierzonej wysokości
Kiedy wiatr od Ducha Świętego
zamknie najważniejszą księgę

Raz się rodzę i raz odchodzę

Między tymi prawdami
rozpięta cienka linia życia
po której stąpać trzeba z wprawą
linoskoczka
nie tracąc równowagi

Czasem krople potu są bolesne

Gdzie jest Weronika

Chusta nie musi być biała
Jedynie gest

09. 06. 2011



Ponad czasem

Na uroczystość beatyfikacji Jana Pawła II 1 maja 2011 w Rzymie

Po wiernym życiu
zatrzymałeś się
w strukturze kryształu
w Bożej przestrzeni
nieskończonej doskonałości
Dotknąłeś ostatecznej Prawdy

Ojcze Święty, nasz polski
ikono zdarzeń
Słowem burzyłeś mury
Dobrocią zmieniałeś ustroje
Bezbronny w swej ufności
budziłeś taki lęk
że kule zamachowca
chciały przeciąć Twoją misję
Twoje życie

Mocą Bożą miałeś trwać
aby dać świadectwo Prawdzie
Zachwiały się trony zła

ale Tron Prawdy nie upadł
Jest ponad czasem obecnym
i przyszłym
Z Woli i Mocy Najwyższego

27. 03. 2011



Oczekiwanie

Janowi Pawłowi II

Wracasz do nas Ojcze Święty
w blasku aureoli —
w konieczności badań, niedomówień,
podszeptów i udowodnień…
A przecież byłeś bez zarzutu,
bez skazy, w bieli pokory i czynów
Przekraczałeś bariery częstotliwości
podróży, słuchały Cię miliony,
poruszałeś najtwardszych łagodnością,
dobrocią błękitnego spojrzenia
Przytulałeś trędowatych i odrzuconych
Niech pytają „gdzie nie byłeś?”
Nie ma takiego kontynentu i kraju
Do Rosji Cię nie zaproszono…

Wracasz w aureoli świętości
w aureoli prawdy i zawierzenia
W blasku chwały ołtarzy
A dla nas byłeś za życia święty
obecnością i dobrocią
W bieli i aurze świętości Twego Pana!

„Czyż nie On właśnie widzi wszystko
w całej prawdzie?”

01. 02. 2010


Cytat z wiersza Jana Pawła II „Obraz i podobieństwo”



nieważne

nieważne — co było wtedy
owoc jabłoni czy gruszy
a może avocado

nieważne — kto skosztował
pierwszy
i czyim grzechem jesteśmy
naznaczeni

ważne
że owoc był jeden

zerwanie
wszystkich owoców
z wszystkich drzew
poznania

nie odkryłoby istoty
wszechrzeczy

26. 06. 1999


II nagroda w ogólnopolskim konkursie „Konfrontacje 1999” w Lesznie


LOSY

Elizabeth, N.J.    2003.03.21.

Świat mojej babci był prosty
jak ścieżka do Wisłoka
Cały bank mieścił się
w białej chusteczce
zawiązanej na węzełek
Niewiele tego było
Czasem spieniężyła w skupie
parę jajek /gospodyni nie
wypadało wystawać na targu/
Bóg — mieścił się na codziennie
odmawianym różańcu
a w niedzielę w dużej książeczce
do modlitwy
Zapaloną gromnicą w czasie
burzy
babcia starała się ocalić świat
Nie chorowała przez całe życie
Nie opuściła ani jednej
niedzielnej mszy
Wstawała wraz ze słońcem
/w zimie o wiele wcześniej od niego/
pracując cały dzień
według niezmiennego planu

Dopiero na starość przysiadała
na ławce przed domem
Za nią chwiały się lekko wysokie malwy
i maciejka pachniała
wieczornym omdleniem

Z odległej pamięci wyjmowała
spłowiałe wspomnienia
o ship`ie płynącym sinym oceanem
z Hamburga do dalekiej Ameryki
gdzie godzinami stała przy krosnach
nawijając nici na szpulę życia
Dalekie Lowell Mass., dla mnie znajome
i dotykalne z opowieści
jak ślubna fotografia babci
do dziś prawdziwa w sepii — stamtąd

Na galicyjskich wzgórzach po powrocie
czekał na dziadka austriacki mundur
i rosyjska niewola aż pod Taszkentem
Przebolała i dzieci wśród kłosów
wyrosło ośmioro

W dali grała melodie wieś
Porykiwały krowy
szczekały psy
odzywały się żaby
i rosa siadała na trawie
jak widz w amfiteatrze

Szłyśmy wtedy obie powoli
na dobry chleb pieczony z miłością
i herbatę z mięty
suszonej za belką pod dachem

Co mi ze świata samochodów
i reklam
banków i telewizji
Jeśli nigdy już nie było mi
tak dobrze
       jak wtedy


II nagroda w konkursie Kongresu Polonii Amerykańskiej w Passaic N.J, USA 27.04.2003 r.


Źródło Aretuzy

Mity, Op.30 Karola Szymanowskiego

Perliście szumi i dźwięczy
kroplami z mitu
niekończące się źródło
          i ta czerwona kropla krwi
          na alabastrowej ręce nimfy
          i wisiorek z „nieba Kairu”
Skrzypek wyciąga najczystsze tony
fortepian kaskadą uderzeń
zagłusza krople
          plamka czerwieni na alabastrze
          ręki nie znika
Na czystej tafli wody czy lustra
skry słońca przeskakują jak dźwięki
z klawisza na klawisz
          Źródło wciąż bije uderzeniem
          serca
          Zmęczone ucieczką zasypia
          w ramionach rzeki

15. 06. 07. Nałęczów

Gasnące prowincje

4. 06. 2008 r.

Wracam do gasnących prowincji
wśród wzgórz kędzierzawej zieleni,
kiedy rozpalony bruk miasta zostawał
za mną
a do mnie mówiły ciepłem bezradne
oczy babci
Widzę oczy mamy z bzowym odcieniem
zawsze roześmiane
i czarne węgielki oczu ojca wypatrujące
nowej okazji do śmiechu

Wszystko oplatają uściskiem dzikie
powoje pamięci
wysmukłe malwy i niestrudzone latem
białe rumiany…

Jabłka w sadzie spadały gęsto
rozbijając się jak marzenia o twardą
gęstość życia
Konie rżały u studni
i echo głębiny niosło się
do środka ziemi

Wisłok srebrną tarczą odbijał obrazy
jak na płycie snycerskiej
czytelne do dziś

Mój świat odpływa w ślad
za drogimi oczyma bliskich…


Morze Odysa

Przelewa się lazur z granatem
do granicy piękna
Każdy brzeg —
suchy z tęsknoty kamiennej
i rozpalony z oczekiwania

Od wtedy do dziś
te uczucia są niezmienne
jak kolor morza
i wyschnięte wargi wyspy

Jak mocna jest miłość
i czym ona jest
że gna przez morza
i oceany
Od bogiń i muz
od syrenich śpiewów
od przygód i dostatku
do skalistej Itaki
i podstarzałej żony

Kim byłeś Odysie —
Mężu Wieczny —
Miłości dziś niepojęta

I Ty Penelopo — wierności
obrazie niedościgły

Kreta, 2008. 07. 14



Fragmenty prozy

Zdzisława Górska

Ludzie z zamglonego tła

(fragment)

T

en Strzyżów wraca do mnie nocą, kiedy pustoszeją ulice i można nareszcie odetchnąć od hałasu samochodów i spalin. Pamięć przewija się jak nić wełny ze sprutego swetra wspomnień, wraca obraz za obrazem, przymglony, o rysach zatartych, czasami nieczytelnych. Ogarnia przerażenie, że to wszystko już było, wydarzyło się kiedyś, a jakby niedawno. Gdzie są ci ludzie, ulice, domy nieistniejące już nawet w pamięci?

Domek był niewielki, nawet na ówczesny Strzyżów, i sądzę, że nie było to tak dawno, skoro ja jeszcze żyję, a nie czuję się wiekowo. Pobielony grubymi warstwami wapna maleńki domek stał sobie na rogu dróg, bo ulicami one wtedy nie były. Brak było nawierzchni i chodników. W miejsce tego domu stoją dziś okazałe budynki biur notarialnych. Domek stał skromnie na skrawku ziemi, zajmował niewiele miejsca, miał jedną czy dwie izdebki i sień, w której trudno się było obrócić. (…)

W domku skromniejszym niż można to sobie dziś wyobrazić, bieda piszczała na głos i widać ją było ostro, cięła po oczach jak żyletka. Szarość sieni i jakieś szare niezbędności, wysoki próg stanowiły wyposażenie. W izbie po prawej stronie stał pobielony piec kuchenny. Na zwykle zimnej blasze stał żelazny garnek, a czasem nie. Czyżby rzadko palono pod kuchnią? Nigdy się tego nie dowiem. Po kuchni, jakże ubogo wyposażonej w jakąś drewnianą ławę, stół pod oknem, wiszący zegar i czerwoną pelargonię w oknie, krzątała się drobna, zasuszona kobieta o twarzy pokornej i przestraszonej. Upięte w „gretkę” szpakowate włosy były jedynym ładnym akcentem skromnej raczej urody. Ubrana w sukienkę bez wyrazu i koloru po to jedynie, aby przysłonić przed światem chude ciało i żylaste ręce. Krzątała się z nabożną nieśmiałością i uśmiechem dziecka na zbyt szerokich ustach. Oczy najczęściej spuszczała w dół. Były ciemne i małe jak kolce tarniny wbite pod wydatne brwi. Może była głodna i przyzwyczajona do biedy, wtopiona w ten szary stan niedostatku, nie różniła się od niego niczym. Byli jednością niewzruszoną i zgodną.

Pod piecem, tyłem do drzwi wejściowych najczęściej siadywał jej mąż, mężczyzna wysoki, z bujną, niesforną, ciemną czupryną i gęstym, ciemnym wąsem przyciętym nad górną wargą równo, jak włosy Piasta Kołodzieja. Na jego kolanach spoczywał kawał zdartej, brezentowej łaty, między kolanami jakieś prymitywne kopyto. Uderzał rytmicznie młotkiem, trzymając w zębach drewniane kołki, które wbijał w zdartą podeszwę czyjegoś buta. Najwidoczniej to zajęcie było jedynym źródłem ich egzystencji, życia równie zdartego jak buty przynoszone do naprawy. Szewc potrafił też robić nowe buty i nigdy już się nie dowiem się, jak przy pomocy prymitywnych narzędzi i wygiętego kopyta mógł zrobić coś, co zupełnie dobrze nadawało się do chodzenia i miało przyzwoity wygląd. (…)

Szewc siedział na wysokości piecowego popielnika jak jeździec na niewielkim koniku, albo jak żeglarz ze sterem kopyta w ręce żeglując po glinianej podłodze. W izbie była cisza. Jedynymi dźwiękami było stukanie młotka lub szlifowanie podeszwy starą raszplą i sapiący, ciężki oddech szewca. Nikt nie rozmawiał. O radiu nie mogło być mowy, bo jeszcze nie było w mieście prądu. W izbie była lampa naftowa, rzadko używana, jako że dwójka mieszkańców domku kładła się spać o zmroku, a wstawała o świcie. Nawet nie wiem, po co było tak wcześnie wstawać, ale tak należało. Budził się dzień, budzili się ludzie. Wstawało słońce, ono było zegarem, źródłem światła i ogrzewania. Nie kosztowało nic. Cisza w tym domku była stała i nic nie wskazywało, aby ktoś przemówił. Szewc był albo głuchoniemy, albo niemy, jego żona słabo słysząca, chociaż mówiła czasem cicho i nieśmiało do klientów męża, potakując najczęściej.

Przy przyjmowaniu butów do naprawy szewc uśmiechał się tajemniczo, z przekonaniem i wyższością rozkładał ręce, wypowiadając w kółko to, co jedynie potrafił. Było to magiczne słowo „mao, mao, mao…” Powtarzał je ciągle kiwając głową na tak lub kręcąc i przecząc czemuś. Przerażona obserwowałam te sceny, będąc tam z mamą, która powoli i głośno usiłowała coś szewcowi wytłumaczyć w związku z naprawą butów. Moje przerażenie wywoływało właśnie to jedyne słowo „mao, mao..”. Bałam się, że wszystkiego, co przyniosła mama do naprawy butów jest za mało i z naprawy nic nie będzie, że przyszłyśmy niepotrzebnie. Miałam może cztery lata i oczy pełne łez, bo w moim dziecięcym odczuciu zawsze było czegoś mało, a tak być nie powinno. Dużo później to słowo „mao, mao..” kojarzyło mi się niezmiennie z towarzyszem Mao Tse Tungiem, kiedy głośniki powtarzały ciągle „towarzysz Mao, „przywódca Mao…” — później ta pisownia zmieniła się na Mao Dze Dong i nie mówiło się o nim tak często. (…)


 

Związek Literatów Polskich