Członkowie Oddziału

Rzeszów

Preambuła statutu ZLP


Związek Literatów Polskich jest zawodową organizacją pisarzy. Jego członkowie, w swojej twórczości i działalności, nawiązują do humanitarnych tradycji myśli ogólnoludzkiej, które w kulturze polskiej zawsze były zespolone z troską o dobro kraju i narodu. Kontynuacja tych tradycji oraz wszechstronny rozwój współczesnej literatury polskiej stanowią przedmiot starań i pracy wszystkich członków i władz Związku Literatów Polskich.



Związek Literatów Polskich

Menu

TERESA PARYNA



Teresa Paryna

Urodziła się w Sośnicy Jarosławskiej. Mieszka i tworzy w Przemyślu. Jej wiersze były publikowane w ponad 40 almanachach, antologiach, prasie ogólnopolskiej i polonijnej. Laureatka wielu konkursów poetyckich. Tłumaczona na język angielski, arabski, białoruski, czeski, rosyjski, rumuński i ukraiński. Jest również autorką opowiadań, prozy poetyckiej i felietonów.


Opublikowała zbiory wierszy:

• Ziarnkiem prochu, Przemyśl, 1992 r.
• Dotknąć nieba, Przemyśl, 1996 r.
• Obok milczenia, Szczecin, 1998 r.
• Tylko osty, Rzeszów, 2000 r.
• W kwadraturze dni, Starachowice, 2002 r.
• Z niebieskiej mgły, Szczecin, 2003 r.
• Cienie bliskie i cienie dalekie. Wiersze wybrane, Rzeszów, 2004 r.
• Z białej ciszy, Jarosław, 2009 r.
• Szlakiem piątej Ewangelii, Jarosław, 2009 r.
• Od bólu do nadziei, Jarosław, 2010 r.
• W porze jaśminowej, Jarosław, 2010 r.
• Piękniejsze od wiersza, Rzeszów, 2012 r.
• Błogosławiony czas, Rzeszów, 2012 r.
• Z paletą dobroci, Przemyśl — Rzeszów, 2014 r.
• Szlakiem piątej Ewangelii, Wyd. II, Rzeszów 2014 r.



W świecie poezji

Teresa Paryna

Do poetów podczas spotkania
„Przystanek poezja”

Witajcie —
stygmatycy piękna
wyznawcy nieśmiertelności
umarłych krajobrazów.

Przysiądźcie —
wytrwali poszukiwacze słów
zaklinacze wersów
by się zmieściło całe życie...

Spocznijcie —
którzy się nałykali pospiechu
by zdążyć
przed odwrotem weny.

Tylko tu
możecie ucałować płatek wzruszenia
wieczne pióra
zanurzyć w obłokach...

październik 2008 r.

Codzienność

Wierszu
racz usprawiedliwić mnie
gdy na poetyckie strofy
wykipi mleko

gdy w starym garnku
przypalą się metafory...

Moja codzienność
bura wyleniała
niewiele ma z poezji —
odgrzewa
naciąga
sztukuje
by pod wieczór
doprowadzić puentę
do słodkiego chrapania.

czerwiec 2008 r.

Nikt nie pyta

Pamięci Ryszarda

Nikt tu o Ciebie od lat nie pyta —
dryfuje tafla milczenia.
Tylko jaśminu cicha modlitwa
i majem szeleje ziemia.

Tęsknię i ciepła Twojej dłoni
wciąż szukam nadaremnie.
Wczoraj pobiegłam za Twoim cieniem
aż ptaki szydziły ze mnie...

A Ty po tamtej stronie błękitu
oddany niebieskim sprawom...
Nikt tu o Ciebie od lat nie pyta.
Pamięć zarasta trawą.

VI/08 r.

Wizyta w Arboretum

Na szklanej tafli stawu
dryfuje ułamek chwili.
Ostrza promieni
rozchylają kielichy nenufarów.
W szuwarach śpiewna czereda
kumaków brzęczków i bąków.
Płynie wielka harmonia
barw woni i kształtu.
Akacje z jaśminami
w pachnącym dialogu.
Słońce z cieniem
w ścisłym związku.
A wszystko Mleczną Drogą
przechodzi
w krwioobieg lata...

Tu wszystko jest poezją
boską i szczerą.
Cud z cudu
święta podniosłość.
Lilie bez śladu pychy.
W krzyku ptaków
ani grama polityki.
Odmawia brewiarz Boża krówka...

VI/08 r.

O architekturze

Sztywna i wyciągnięta
jak ciotka po ataku rwy

opływowa i miękka
jak psa merdanie ogonem

dumna i wyniosła
jak postać katedry w birecie.

Ścisły wynik myśli
dziecko upodobań
krzyżówka epoki
z praktyki zasadą.
Taniec wyobraźni
łuków amfiladą.
Zamknięte geometrią
pole dokładności.

W uporze kamienia
w rozgardiaszu cegieł —
precyzja z krzywizną
finezją i prostotą
spiete klamrą ciszy.

VII/08 r.

Widnokrąg

Coraz częściej zabierasz mnie na tę górę.
Stąd widać wszystko.

Za siódmą zmarszczką lat
majaczy twarz babci —
Różowo słodka jak poziomka.
Kołysze się niebo
w jasnych oczach matki.
W promieniach widnokręgu
ojciec z kosą przed ścianą żyta
przed kosą śmierci
co przyjdzie następnej wiosny.
Ścigam się z psem
i z życiem...
(psa wkrótce złowi wiejski rakarz)
Pachną lipy, cykają świerszcze
płyną obłoki, studnia, sad
cienie wierzb, kwadrat błonia
koktajl wiosen i jesieni.
Żalą się skrzypce podciętej tęsknoty
Łka akordeon wiejską melancholią.
Śmieją się pierogi z wiśniami
i szczerbate wiejskie baby.
Wszystko mija, przechodzi
przez płot
przez miedzę
przez palce widnokręgu.
Przesypuje się ziarnkami
sensu i głupoty.
Plotki układa w strofy ballad.
Toczą się złote południa
aureole odpustów
i furmanki na targ w miasteczku R.
Jak błysk pierwszej żarówki —
jakieś wesele, pogrzeb
a w „kołchoźniku” znów:
„Oj rabina kudriawa...”

Obręcz widnokręgu
jak łuki zdumionych brwi
coraz prędzej zgartują
dni, noce, marzenia.
Powiewa lista martwych imion...
Ale gdzie tamci chłopcy — smukli, czarnobrewi?
Gdzie pierwsze kochanie?
Gdzie kochanie ostatnie?...

Tyś dał.
Tyś wziął...

VI/08 r.

 

Związek Literatów Polskich