Członkowie Oddziału

Rzeszów

Preambuła statutu ZLP


Związek Literatów Polskich jest zawodową organizacją pisarzy. Jego członkowie, w swojej twórczości i działalności, nawiązują do humanitarnych tradycji myśli ogólnoludzkiej, które w kulturze polskiej zawsze były zespolone z troską o dobro kraju i narodu. Kontynuacja tych tradycji oraz wszechstronny rozwój współczesnej literatury polskiej stanowią przedmiot starań i pracy wszystkich członków i władz Związku Literatów Polskich.



Związek Literatów Polskich

Menu

EDYTA PIETRASZ



Edyta Pietrasz

Jest poetką młodego pokolenia, pochodzącą z malowniczej miejscowości Baryczka w gminie Niebylec. Debiutowała w gminnym kwartalniku «Głos Niebylca» cyklem wierszy dożynkowych. Wspólpracuje z tym pismem od 2002 r. do chwili obecnej. Publikowała na łamach tygodnika «Plon» i miesięcznika «Waga i Miecz» (Strzyżów). W 2005 r. otrzymała nagrodę publiczności w konkursie poetyckim «O Laur Wagi i Miecza». Dnia 11 maja 2006 r. w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie odbył się jej pierwszy wieczór poetycki.

Jej wiersze znalazły się w zbiorku «Głosu Niebylca» oraz w almanachu poezji religijnej «A duch wieje kędy chce» wydanym w Lublinie w 2008 r. Ukazały się również płyty z wybranymi utworami, zatytułowane «Krajobrazy słowa» i «Sekrety mojego serca» w interpretacji Stacha Ożoga. Publikowała w Kwartalniku Społeczno-Kulturalnym „Nadwisłocze”.

Należy do Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie, a od października 2010 r. jest członkiem Związku Literatów Polskich.


Wydane tomiki poetyckie:

» Moje nocne czuwania, Rzeszów 2007
» Na rozdrożach mojej duszy, Rzeszów 2007
» Sekrety mojego serca, Rzeszow 2009
» Pod baldachimem Słowa, Rzeszów 2012
» Na serwecie złotej dłoni, Krosno 2014


Kontakt elektroniczny

Edith24P@interia.eu


W świecie poezji

Edyta Pietrasz

Na kraniec świata

Na kraniec świata zabierz mnie miły
Tam nektar życia będziemy pić,
Aby nam wszelkiej starczyło siły
Miłosne zmierzchy nadzieją tlić.

W glinianych dzbanach naszych ciał,
Wiedż drogą miłośnie tajemną,
Przez zmarszczek mądrości dal
Nim kwiaty młodości powiędną.

Choćby dzień chmurne łzy wylewał
Z dumą odnajdę ten skrawek świata
Na którym — tobą życie poemat
Hymnem miłosnym ku niebu wzlata.

I ogniem błyskawic wyryte słowa
Krępy niemocy rozprósza w nędzę,
Zaprawdę Tobie jedwab kochania
Płomiennym sercem rodzić będę.

W skrzydeł objęciach — szczęśliwości
Miecić me serce odpłynę wszędzie,
Gdyż dłonią w dłoni latarni duszy
Po wieczną radość płonąć będzie.

Przez ucztę życia — co nie ustanie
Póki by wiernej starczyło siły,
Po wspólnych nocy i dni — przystanie
Na kraniec świata zabierz mnie miły.


Słowiańska dusza

Tęsknię za Tobą słowiańska duszo,
Ogniem i mieczem szafir błyska,
Może w ziół woni spotkania jutro
W piersi szalonej pobudki iskra

We mnie wzgórza czochrana krzyczą
U stóp złocone warkocze splatam,

Ku chwale spragnionych istnienia,
Umiłowaniem ziemi i wszechświat

Za Tobą tęsknię zmierzchu brzozowy
Gdy na spoczynek wyruszam,
Otarte powieki ze snu alkowy
I rwie w tan słowiańska dusza.

Niepokorni o duszy słowiańskiej,
Jednego źródła — pojeni, syci, święci,
Z szerokich stepów — braci ułańskiej
Niech tli kaganek pamięci.


Polna wolność

Wśród polnej wolności, myśli swych włóczęgostwo słyszę
O poranku — świeżym pocałunku w sercu zielonych uliczek,
Gdzie ziół wytrawne trunki, upajają w ciszy,
Którą tylko śpiew ptaków tnie niczym nożyce.

Wśród polnej wolności, skwarne południe zapiera dech,
Więc pod parasolem zieleni pokornie złożę trud,
Gdzie chłodny szelest pląsających drzew
Z wdziękiem baletnicy żar słońca zwiódł.

Polna wolności przygarnij pod swój dach mroku senny powab
I mgły szatę jasną na porannych ścieżkach ku słońca wrotom,
Tak mocno, by pól oblicza nikt nie rozpoznał prócz Pana
Choć na firmamencie nieba iskry nocy migoczą.


Podkarpacka jesień

Wysokie sosny kołysze wiatr,
Więc lecą szyszaki jak pociski,
Tu i ówdzie pac, pac, pac
Aż w leśnym posłaniu iskrzy.

Lesie smagany biczem jesieni
W chmurze liści — snu czas,
Już grzbiety pagórków drzemią
Już słońca uśmiech zgasł.

Pracujcie skrzętnie — pszczele gosposie
W łąk cichych zaułkach
I do spichlerza zaproście
Gdy zapadnie noc głucha.

Od wzniesień po doliny
Pejzaż umyka w marzenia,
Jak serce młodej dziewczyny
W letnich przygód wspomnienia.

Mgielny ptaku wzleć wysoko
Nad lasu mego tłem
I popłyń ziemią strzyżowską
By tulić — jesienny sen.


Dożynki

Złotych łanów nadszedł czas,
Czas zbiorów złocistych kłosów,
Niech nie zabraknie nam
Błogosławieństwa niebiosów

Bo u Boga spoczywa los,
Istnienie — alfa z omegą,
Czymże dla Niego kłos
Jeśli nie darem Jego.

I wystarczy westchnieniem
Modlitwy rozwinąć skrzydła
A łaska spłynie na ziemię
Tam gdzie jej ojczyzna.

Zaś matka upiecze chleb,
Znacząc na nim krzyż
I pójdzie poprzez wsie
Unosząc bochen wzwyż.

Za nią orszak przepiękny
Z ziaren i wonnych ziół,
Dziś Tobie Boże wdzięczny
Podąża z polskich gór.

Niech serce polskiego chłopa
Bije dla polskiej ziemi,
Prosi cię Twoja Polska
Pozwól oblicze me zmienić.


Dzwonią łany

Dzwonią łany, kłoszą łany,
Chleb powszedni, chleb dostatni,
Na żniwny tan — ostatni
Mostem miedzy idą kosy.

Dzwonią chabry, maki dzwonią,
Póki śmiało szumią płody,
W dnie dostatku, dnie urody
Pochyloną skronią — ronią.

Płyną czarnej ziemi zdroje
Pyszne ziaren koralami,
Tłoczne dłoni warkoczami
Poprzez brzemię — syte znojem.

Na żniwnej drogi milczenie,
Ten pokos życia — opatrzę,
Na dzisiaj, jutro, na zawsze
O chlebie! jedyne marzenie.


Kłosy

Zasnęły kłosy niech będą ciszą,
Której krzyk ptactwa nie zbudzi,
Boski wiatr chleb ukołysał
By karmić głodne serca ludzi.

O możny Panie, który siebie dajesz,
Świerszczem na miedzy cieszysz,
Do ludu swego zawsze w potrzebie,
Kłosami wsparcia śpieszysz.

Ty umiesz ciszyć i kołysać
Polnego zmierzchu ciszą mszalną,
Niech zaśnie pszenno-powszednia,
Wdzięcznie strojna ziemskością marną.

A złotym kłosom szepcz — dobranoc,
Niebiańskie serca im Panie daj,
I duchem ojcowskiej miłości
Wszechmocą w nas trwaj.


Krzyk bezrobotnego

Czas nadziei mam za sobą,
Tylko upokorzenie nadal trwa,
Krótko mówiąc jestem osobą,
Która gry tej reguły zna.

Niechciana a czasem też dziwna
Jak zwykła pomyłka w miłości,
Na próżno duszą naiwną
W drugim człowieku szukam litości.

Czy grzechem jest iż żyję,
Marzeniem znacząc dni kolejne
A moje jestem wciąż niczyje
Jak pordzewiały grad niepotrzebne.

Oto ja — numer czterdzieści trzy, czternaście,
We własnym domu dziecię odrzucone,
Gdzie terror obojętności już lat dwanaście
Krzewi we mnie uczucia zranione.

W krainie serc z kamienia
Czas skruchy już dawno znikł,
Lecz chowam w sobie złudzenia
Iż ktoś usłyszy mój krzyk.

Na wieży kościelnej płaczą dzwony
A moje serce przestało już śnić,
Jak zagubionych trzy miliony
W tym świecie potrafi żyć?


Nad Jordanem

Dotknij mnie Boże
Znakiem wiary
W chwili niedowiarstwa,
Zjednawszy duszę
przedsmakiem Nieba.
Chcę żyć...
Ochrzcij mnie
o świtaniu
obcą twarz
Pogodnej duszy,
Tchnij
w moje serce
Oazę Twej Miłości.


Niezapominajki

Błękitne latarnie wiosennej przystani
O spojrzeniu tysiąca złotych gwiazd,
Tylko jeden wasz uśmiech sprawi,
By w niebie spoczął mój świat.


Syn polskiej ziemi

On szedł w dłubanych butach
Do skalnej fabryki,
Szukając Pana Boga
Jak nad grobem matki.
Oto przednówek,
Smak kremówek,
Twarde życia okładki.

U stóp Maryi
Jak dziecko bezradne
O góralskim sercu na dłoni,
Które z piersi wyrwane
Górskich szlaków,
Potoków przejrzystych,
Dla sióstr i braci,
Pana nad Panem.

Nie lękajcie się
Oto duchowy testament dla świata:
Aktor w papieskiej bieli,
Niosący prawdę
Przekroczył próg nadziei.

Z ojcowskim spojrzeniem
Darował winy
By ofiarować Maryi wiązankę cierpienia
Kulą dotknięty
Po kres swoich dni.

I uzdrawia dusze
Z wszelkiej choroby
Dziś bezgranicznie posłuszny w Niebie
On — syn polskiej ziemi
Natychmiast święty.

Wigilijne wspomnienia

Pamiętam ! tamten wieczór
Wiał chłodem grudniowym,
Stół był wytwornie biały
I żłóbek — gotowy.

Płonęły oczy, płonęła w sercu iskra,
Ktoś kolędę grał cicho na skrzypcach.

Pamiętam ! ten błogi szelest
Czule łamanego opłatka,
Gdy dłonią zgarbioną
Dzieliła go matka.

Jodłowym lasem pachniało — świeżo w izbie
I zewsząd miłość prawdziwa otulała mnie.

Pamiętam ! tamten wieczór
Żyje w mej pamięci
W cichości wspomnień
Dusze moją pieści.


Wiosna

W dal strumykiem radosnym,
Pospiesznie biel z pól umyka,
Na strunach młodej wiosny
Gra srebrnych kropel muzyka.

Już słychać życia szept,
Który uśpione pąki trąca
I ptaków wesoły śpiew
Wśród ciepłych promieni słońca.

Ramiona drzew zielenią się
Skąpane we łzach nieba,
Taki świeżości pełen dzień
Smakuje jak kromka chleba.

Wraca miłość — zapomniana
Serc przyjaciółka wierna
I znów będę kochana
Tak po prostu jak wiosna.


Żniwa

Gdy wiatr niesie zapach chleba
Z łanów przygarbionych zbóż,
Odsłoń Panie skrawek nieba
I błogosław dłoni trud.

Na zagony sercami kochane
Zatroskana gromady spieszą
Po ziarno słońcem malowane
Gdyż ich wołanie słyszą.

Rodzina ziół wabi aromatem
Omdlałych pod ciężarem dnia
By z wieczornej rosy smakiem
Siłę do pracy dać.

Gdy z nieba żar popłynie
Który siłą niemocy karmi
Kroplę orzeźwienia daj Panie
I do serca przygarnij.


 

Związek Literatów Polskich